Najważniejsze, że system działa... - Piaseczno24.net
Jesteś tutaj: Opinie » Najważniejsze, że system działa...
2 lutego '12r.

Najważniejsze, że system działa...

„Raj na ziemi stworzyć każdy chce. Ale czy forsę ma? Niestety nie!” (Bertold Brecht).


Budżetem na rok 2012 obecna kadencja tak naprawdę debiutuje. Gdybym miał krótko ocenić ten debiut, to powiedziałbym, że przełomu nie ma, Rubikonu nie przekroczyliśmy. Pomimo że w projekcie dokonano szeregu przesunięć i korekt, ogólnego oblicza budżetu nie zmieniły w sposób zasadniczy, chociaż wielu się starało i wszyscy byli zgodni, że powinniśmy wejść w ascezę wydatkową, dotyczącą zwłaszcza wydatków bieżących. Ale te akurat wzrosły, a ascetyczne pozostały wydatki inwestycyjne.

Gmina da


Dzieje się tak dlatego, że od lat spieramy się o szczegóły, a nie o kształt budżetu, spieramy się o różnice, a nie o zasadnicze sprawy, o treść, a nie o formę. I jest to spór wtórny, ponieważ ta treść i te szczegóły to rezultat przyjętego mniej lub bardziej świadomie modelu gminy, który narzuca sposób podziału dochodów głównie przez gminę a nie przez rynek, czyli tych, którzy go wytworzyli.

Przyjęty model socjalistyczno-etatystyczny oznacza, że gmina do realizacji zadań, wynikających głównie z tego modelu, potrzebuje etatów, bardzo dużo etatów, po to, by być jedynym organizatorem życia społecznego, roztaczając opiekę nad każdym mieszkańcem od kołyski aż po grób. W ramach gminy i w oparciu o nią kształtuje się nie tylko życie społeczne, ale i często gospodarcze, w przeświadczeniu, że to dzięki budżetowi gmina się rozwija, a nie dzięki ludziom i przedsiębiorcom.

Jak tak dalej pójdzie, to mieszkańcy gminy bez jej pomocy nie będą mogli kupić nawet skarpetek, bo biletu MZA bez dotacji kupić już nie potrafią. Bo socjaliści mówią: gmina da, zorganizuje, pomoże, gmina się zaopiekuje. Ale nie mówią głośno i nigdy się nie chwalą, że najpierw zabiorą wszystkim, aby dać niektórym, i że urząd gminy i jego struktury nie wytwarzają żadnego dochodu, a jedynie dzielą bogactwo wytworzone przez kogoś innego, a zabrane w podatkach pod przymusem, i że ten, kto więcej obiecuje, będzie więcej zabierał.

Ograniczyć żerowisko


Podatki zawsze są ciężarem, kosztem, który ludzie zgodzili się ponosić, po to, aby osiągnąć tylko takie cele, których indywidualna realizacja byłaby bardzo trudna czy wręcz niemożliwa, a których nikt poza gminą nie wykonuje.

Droga zwiększania podatków i wpędzania coraz większych grup ludzi w rolę pobieracza zasiłku i konsumenta dotacji to zachowanie znane w psychiatrii jako syndrom Millhausena. Zapadają na niego najczęściej matki krzywdzące swoje dzieci po to, aby później szczególnie nimi się opiekując, wzbudzać podziw i uznanie. Podobnie jest z nałożonymi podatkami, wpędzającymi ludzi w kłopoty, gdzie potem ich indywidualne problemy stają się problemami społecznymi, których rozwiązywaniem zajmuje się „dobry pan” (uosabiany najczęściej z burmistrzem) w oparciu o zwiększone wydatki budżetowe. I tak zamiast inwestowania mamy zarządzanie zmianą. Zmiana polega na kolejnym przyroście tych, którzy na koszt innych chętnie by pożyli i podziałali, co skutkuje dalszym, dynamicznym wzrostem wydatków i podatków.

Zamiast pobudzać rynek poprzez pozostawienie większej ilości pieniędzy w kieszeniach podatników, my zwiększamy wydatki. Wysokie wydatki, a takie mamy, powodują niepotrzebne i nadmierne obciążenia fiskalne, zarówno podmiotów gospodarczych, jak i konsumentów. Wydawanie pieniędzy na coraz większą, własną biurokrację, rozbudowane programy socjalne, czy – co najgorsze – transfer pieniędzy od jednych obywateli do drugich, ciągną budżet w dół. Większe wydatki to mniejszy wzrost. Jedyne wyjście to ograniczyć żerowisko do takich rozmiarów, by nie było już czego zawłaszczać.

Wydaje się, że nadszedł już ten właściwy moment, by zacząć nie tylko dyskutować i ogłaszać, ale także praktycznie wprowadzać rozwiązania w większym stopniu sprzyjające zdrowej gospodarce finansowej i inwestycyjnej. „Miłosierdzie” gminy powinno nabrać innego znaczenia, a nie tylko oczekiwania, że „dobry pan” coś da. Identyfikacja indywidualnego interesu to nie to samo co rozumienie interesu całej społeczności. Dlatego racjonalny wydaje się postulat odwrócenia dotychczasowych tendencji.

Do zajezdni


Piłsudski mawiał, że wsiadł do tramwaju „socjalizm”, ale wysiadł na przystanku „niepodległość”. My jedziemy ciągle tramwajem „socjalizm”, mijając przystanki: „wolność”, „własność”, „sprawiedliwość”. Nigdzie nie wysiadamy, zjeżdżając do zajezdni, którą Andrzej Waligórski opisał tak:
„Zrobił wilk elektrownię, lecz by prąd uzyskać
spalił w niej cały węgiel z kopalni od liska.
Kopalnia z elektrownią cały prąd zeżarła
stąd brak światła i węgla, ale system działa”.

Zbigniew Mucha,
radny gminy Piaseczno

Komentarze

Danuta J.Samek - 2 lutego '12r. 22:11
Szanowny Panie Zbigniewie, dyskusja o socjalizmie trwa nie pierwszy dziesiątek lat. Po II wojnie światowej "rządowe dajstwo" i społeczne "chciejstwo" kwitło w najlepsze na... zachód (!) od Berlina aż po gibraltarskie krańce. W królestwie Albionu - również, póki na kupie państwowego dajstwa nie pojawiła się Lady Thatcher i nie powiedziała: STOP. W Polsce po '45 mieliśmy inne chciejstwo: masła, butów, pasty do zębów, kiełbasy, elektryczności... Podczas gdy stara Europa dopijała kawkę z pianką - Polacy z kartką w ręku i ubecką lagą nad głową - człapali po ochłap na zupę. Europa miała SOCJAL, a my - socjalizm, przedostatnie stadium względnej normalności przed genocydem komunizmu. Skąd się wzięło to, o czym pan napisał? Z patologii zacofania (do dziś), z kompleksu niższości (do dziś) i demotywacji społecznej (do dziś), z braku zaufania i szacunku do jakiejkolwiek władzy, bo jakakolwiek władzę w naszym kraju sprawują "ONI" (do dziś!). Nawet pan, będąc radnym, jest dla wielu "ONYM". Co z tym "gipsem" zrobić? Powrócę na moment do Lady Thatcher (John Blundell - Portret żelaznej damy)i zaproponuję panu przeczytać choćby fragment: strony 18-19.
Po lekturze stwierdzi pan bez trudu, że 1. rząd musi mieć najwyższą kompetencyjną klasę i najwyższy z możliwych mandat społecznego zaufania. Musi wiedzieć jak rządzić,aby dojść do ściśle określonego celu, nie zaś mordować się z wymyślaniem metod utrzymania się przy władzy. A społeczeństwo? A my? Wyborcy i podatnicy? Musimy znać SWOJE OBOWIĄZKI oraz PRAWA obywatelskie, nadane nam przez Konstytucję. Otrzymywać sprawiedliwe (godziwe) wynagrodzenie za uczciwie przepracowany dzień, płacić na czas rachunki, nie żyć na kredyt. Przestać dąć w trąbę niepodległości a umieć podnieść papierek z chodnika. Nie kraść i nie oszukiwać. (A propos: jaki % bezrobotnych jest obecnie w gminie Piaseczno? Ilu pobiera świadczenia? Dlaczego nie pracuje? Jeśli nie pobiera zasiłku i nie ma do tego prawa - to z czego żyje? Jakie koszty bezrobocia ponosi gmina? Gdzie są prace społecznie użyteczne?) Kiedy ostatni raz widział pan dozorcę z miotłą zamiatającego chodniki? Zamiast mówić o przystankach "wolność", proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie widzimy, nie słyszymy, nie rozumiemy własnej demoralizacji. A tkwi ona w większości społecznych relacji. Odpowiedź jest jedna: nie doszliśmy do etapu, w którym wolność obywatelska jest oparta na rządach prawa. Bo to własnie prawo - jednakowe dla wszystkich - musi być przez wszystkich znane i wystarczająco zrozumiałe, tak, aby każdy obywatel i każdy minister mógł je szanować i przestrzegać go.
etatowy etatysta - 2 lutego '12r. 22:25
a pointa?
KJ - 2 lutego '12r. 23:32
Tekst bez sensu, czemu ma służyć?
Mores - 10 września '12r. 10:46
Wypowiedz pani Danuty jest strzalem w dziesiatke.Pieknie to pani ujela,a nasz narod niestety nie lubi sluchac krytyki o sobie i pouczen.Ludzie nie chca oceniac siebie obiektywnie,bo wola stworzysc sobie wlasna moralnosc,to wygodniejsze.Latwiej krytykuje sie wladze i wymaga,postawa roszczeniowa to przywilej zwyklego warcholstwa.A co dotyczy osob rzadzacych to swieta prawda,jak pisze pani Danuta,ze bez kompetencyjnej klasy ludzie ci wymyslaja metody utrzymania sie u wladzy i pozbywania sie osob zagrazajacych im merytorycznie,aby obstawiac sie "swoimi ludzmi",ktorzy albo sa bez pracy,albo tak naprawde pracowac im sie nie chce,ale zazdroszcza pozycji innym.Przyzwalamy na demoralizacje mlodszego pokolenia nie wymagajac nic od niego,podajac mu wszystko na tacy,a potem ogarnia nas frustracja i bezradnosc.Zacznijmy od praworzadnosci naszego ogrodka,aby krytykowac i oceniac innych.Dziekuje jako mieszkaniec gminy pani Danucie,za arcymadry post.

Dodaj swój komentarz


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu, redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Każdego użytkownika obowiązują zasady forum.

Piaseczno24.net - nowa wizja informacji to najszybsze źródło wiadomości z Piaseczna i okolic. Gościmy codziennie na monitorach wszystkich mieszkańców naszej gminy.